Spora część ogłoszeń o wynajem mieszkania jest umieszczana przez agencje nieruchomości. Agencja, jak każda firma, musi zarabiać. W tym przypadku zarabia na prowizji za znalezienie najemcy, która to najczęściej wynosi 100% wartości jednomiesięcznego czynszu.
Z punktu widzenia szukającego mieszkania wygląda to źle, bo mamy zapłacić niemałą kwotę tylko za skontaktowanie z właścicielem, pokazanie mieszkania i przygotowanie umowy (ja wyceniam to na 50-100 złotych :)). Jednak warto najpierw sprawdzić kilka czynników, zanim zrezygnujemy z danej oferty.
Po pierwsze — czasami prowizję pokrywa wynajmujący, więc nie należy z góry zakładać, że dzwoniąc do agencji czekają nas powiększone koszty początkowe wynajmu.
Po drugie — warto przeliczyć koszt czynszu przez szacowany okres wynajmu. Zdarzają się mieszkania, które są tańsze niż inne, ale wymagają zapłacenia prowizji. Może się wtedy okazać, że co prawda na starcie jesteśmy stratni, ale po kilku miesiącach się wyrównuje. Później jesteśmy już tylko „do przodu”. Wszystko zależy jak długo mamy zamiar dane mieszkanie wynajmować.
Po trzecie — prowizję można, a nawet trzeba, negocjować. To 100% wartości czynszu to sprawa dość umowna, którą dość łatwo zmniejszyć. W moim niedawnym przypadku zaproponowaliśmy 35%, a w odpowiedzi usłyszeliśmy, że prowizja minimalna to 60%, na co się zgodziliśmy. 40% zbite bez większego wysiłku, w parę sekund. A przecież można by dłużej negocjować.
Podsumowując: nie warto z góry odrzucać ogłoszeń w których występuje prowizja. Lepiej dokładnie wszystko sprawdzić, tym bardziej, że takie oferty zawsze część ludzi zniechęcają, więc jest mniejsza szansa, że ktoś nam mieszkanie „zwędzi” sprzed nosa.
